Artykuły

Kwiatków Ziemi Polskiej nie oddamy...
Zakochani w Bogu i Jego dziełach



Kwiatków Ziemi Polskiej nie oddamy...

Zioła są pełne miłości, wszak są owocem ogromnej miłości Stwórcy do człowieka. Bóg stwarzając zioła dał człowiekowi szansę na zdrowe życie, bowiem zawierają one wszystko, co do życia jest mu potrzebne.

Wybitny poeta, humanista i ksiądz Jan Twardowski słusznie zauważył, że zioła pamiętają biblijny raj. Nikt na przestrzeni tysiącleci tej Bożej doskonałości nie śmiał naruszać. Jednak coraz mocniejszy krzyk da się słyszeć w całej Europie, również w Polsce, że Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) oraz Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), a także unijni urzędnicy przygotowują zamach na zdrowie ziemi, zdrowie roślin nań rosnących, zamach na zioła, a w konsekwencji jest to zamach na wolność człowieka.
Problem jest poważny i jeśli narody Europy nie przeciwstawią się stanowczo tym urzędniczym kombinacjom, za kilka lat możemy obudzić się w chemiczno - absurdalnym świecie.

Jak więc takie światowe prawo będzie miało się do wolności, o której zapewniają politycy i polscy, i unijni, i amerykańscy. Wolność to mądrość wyboru. A jaki wybór będziemy mieli w XXI wieku? - żywność naszpikowaną chemią, napromieniowaną, czyli martwą, szkodliwą dla organizmu. Mięso pochodzące ze zwierząt karmionych antybiotykami i hormonami wzrostu. Zamiast zdrowego pożywienia i ziół według prawa będziemy mieli chorobotwórczą papkę żywieniową i tabletki syntetyczne, które mają atesty na zdrowie najlepszych instytucji naukowych. Niestety ani zdrowe pożywienie, ani zioła takich atestów nie mają, tym samym są narażone na drwiny ze strony tęgich, naukowych głów, którzy jednakże zapomnieli o tym, że ich na świecie nie było, lekarzy nie było, firm farmaceutycznych nie było i aptek nie było, a zioła radośnie rosły na polach, miedzach i łąkach i służyły jako pożywienie, a w razie choroby pomagały w dojściu do zdrowia. I bez żadnego prawa i należnego atestu to czyniły.

Mniemam, że urzędnicy albo tak pogubili się w swoim prawnym świecie, że stracili kontakt z rzeczywistością, albo czynią to z pełną świadomością, by manipulować milionami, bowiem jakie pożywienie, takie zdrowie.

Nietrudno zauważyć, że im więcej chemii stosuje się w polu, w przemyśle przetwórczym i w domu, tym więcej przemysł farmaceutyczny przygotowuje wymyślnych środków syntetycznych. Wyścig trwa, zaś lekarze podają statystyki, z których wynika, że z roku na rok przybywa groźnych chorób. Profilaktykę zaś opierają na przestrzeganiu kolejnych badań, a prawdziwa profilaktyka - w jaki sposób żyć, by nie chorować - nie ma zainteresowania, bowiem chorzy to biznes.

zdjęcie
Dla rządzących zaś biznesem winno być zdrowe społeczeństwo, żeby jednak takie było, należy przerwać łańcuch, który coraz bardziej zaciska ludzkość - chemia w polu, pożywieniu, w domu, a na końcu chemia w aptece, której zadaniem jest niwelować skutki tamtej chemii.
Dlatego zioła i zdrowe pożywienie z normami natury, a nie unijnymi to prawdziwe wyzwanie dla polityków, ale także dla zwykłych ludzi.


Należy stworzyć mądre prawo, żeby obcy, z której strony Europy by nie byli, nie mogli decydować o naszej ziemi i naszym zdrowiu. Wolności nikt nigdy nie dał nam za darmo. Feliks Konarski w wierszu " Czerwone maki na Monte Cassino" napisał, że wolność krzyżami się mierzy.
Naszej ziemi oszukiwać nie wolno, wszak każdy jej metr zroszony został polską krwią. Dlatego na niej winna wyrastać zdrowa żywność - nie ma na niej miejsca dla chemicznych i genetycznych mutantów stworzonych w hermetycznie zamkniętym naukowym świecie.

Na polskich polach i łąkach nie może też zabraknąć naszych przyjaciół ziół.
One towarzyszyły od zawsze Polakom na co dzień i od święta, w czasie pokoju, a także w trudach wojennych szły razem z walecznymi rycerzami - były pod Chocimiem, by dokarmić głodnych, ale bohaterskich rycerzy hetmana Jana Karola Chodkiewicza, oblężonych przez turecką armię. Pod Wiedeń doszedł rezolutny kurdybanek, by chronić naszych przed rozlicznymi zarazami. Żywokost - urokliwy panicz Ziemi Polskiej troskliwie opatrywał żołnierskie rany. A czerwone maki na Monte Cassino "czerwieńsze są, bo z polskiej wzrosły krwi".

Nie możemy zdradzić ziół, bo wiernie służyły Ziemi Polskiej i Polakom od wieków. Były lekarzami ciał i dusz, a także w najstraszniejszych momentach naszej historii, gdy wszystko w popiół się obracało, one podnosiły śliczne główki do nieba i wskazywały nadzieję. I wszystko znów zaczynało się od początku.

Ci wierni przyjaciele narodu polskiego mają prawo mieszkać na Polskiej Ziemi. Muszą też stać się pełnoprawnymi partnerami tabletek chemicznych, bowiem tabletki sprawdzają się w stanach ostrych choroby, zioła zaś budują zdrowie, wprowadzają do organizmu ciepło promieni słonecznych, radość i piękno polskich pól, łąk i lasów.

Kilka lat temu grupa wysoko postawionych urzędników z Holandii padła na kolana przed urokliwymi, pachnącymi ziołami rosnącymi na polskiej łące. Dla nas widok radosnych ziół to normalność i oby taka normalność była również dla naszych dzieci i wnuków.

By jednak obronić tę normalność, winniśmy stworzyć pospolite ruszenie, które stanie do walki o zdrową przyrodę, zdrową ziemię i zdrowego człowieka. W każdej szkole, w każdej parafii, w każdym ośrodku kultury i na wsi, i w mieście, w radiu i telewizji, w prasie lokalnej i krajowej, kobiecej i społeczno - kulturalnej możemy mówić o zdrowym życiu, o zdrowej przyrodzie, możemy walczyć o zdrowie Polskiej Ziemi.

Gdy zaś obronimy polską przyrodę, będziemy silni jej mocą i nie damy się manipulować żadnym spekulantom, oszustom zarówno polskim jak i międzynarodowym, którzy w majestacie prawa chcą Boży obraz świata na chemiczną podróbkę zamienić. I kwiatków Ziemi Polskiej nie oddamy.


Zakochani w Bogu i Jego dziełach

Pani nie jest realistką, w książkach powołuje się Pani na Boga - powiedziała z wyrzutem pewna kobieta. Nielogiczne, nierozsądne i nieuczciwe byłoby korzystać z darów natury i jednocześnie milczeć na temat ich Stwórcy - odpowiedziałam. Świat stworzony przez Niego jest realny, możemy go dotknąć, powąchać, zauroczyć się mistrzostwem Jego wykonania.

Dlatego też wierzący to realni ludzie, żyjący w realnym świecie, pokonujący jak wszyscy inni problemy, które stoją na ich drodze do Domu Ojca. Problemy zaś ma każdy i wierzący, i niewierzący.
Tylko niektórzy ludzi wygodnie siadają przed życiem jak przed własnym domem i czekają na swój zachód słońca. A zachód nadejdzie w odpowiednim czasie i o określonej porze. Dokąd go więc nie ma, należy zmagać się życiem, siłować i nie poddawać bez walki. Często sama walka daje więcej zadowolenia niż ostateczny jej rezultat.
Życie nie jest łatwe i nie jest pozbawione problemów. I być może dlatego jest ciekawe, że często udaje się nam pokonać niepokonane. Pokonać samego siebie, swój strach, swój życiowy problem.

Jednak coraz częściej ludzie kochają życie łatwe, na skróty. W reklamowym świecie wmawia się, że życie ma być proste, beztroskie. Im więcej luzu, tym życie będzie barwniejsze, ciekawsze, wartościowsze. Jednak należy zdawać sobie sprawę z tego, że droga na skróty może kryć wiele niebezpieczeństw. Zdołaliśmy się niejednokrotnie o tym przekonać.
Coraz częściej też wielu ludzi odchodzi od swoich korzeni, uważając, że człowiek nowoczesny to człowiek wolny. Wolny od odpowiedzialności za siebie, rodzinę, najbliższych. Stąd modne stały się wolne związki.

Wolność to odpowiedzialność aż do bólu. Wtedy i tylko wtedy człowiek jest wolny, jeśli jest odpowiedzialny za siebie, drugiego człowieka i za całe istniejące życie na Ziemi.

Nie ma więc wolności bez odpowiedzialności. Człowiek odpowiedzialny musi być realistą, musi realnie ocenić sytuację, w której się znajduje i realnie myśleć, żeby żyć, żeby też rozwiązywać nawet najtrudniejsze zadania. I najtrudniejszy egzamin jest do zdania, tylko należy się do niego odpowiednio przygotować. Pokonując więc problemy, stajemy się bogatsi duchowo, zdobywamy mądrość życiową, a tej niestety w tańcu nie posiądziemy, tylko w trudach życia. Realizm nie jest więc przypisany tylko ludziom niewierzącym, on dany jest po prostu człowiekowi. Trudno odmówić realizmu królowi Władysławowi Jagiełło, gdy prowadził rycerzy na bój z Krzyżakami. A jednak pomimo doskonałej, przemyślanej taktyki wojennej, pokornie błagał Boga o ojcowskie wsparcie w walce o sprawiedliwość i o wolność. Nikt też nie odmówi hetmanowi Janowi Karolowi Chodkiewiczowi realizmu, gdy przez kilka miesięcy trwał z rycerzami pod Chocimiem. I bez Boga trudno byłoby mówić o zwycięstwie, jakaż wielka siła trzymała ich na stanowiskach, gdy konie padały z głodu, a jedynym pożywieniem rycerzy niejednokrotnie były liście dębowe.

A król Jan III Sobieski idący z odsieczą Wiedniowi, pomimo doskonale wyćwiczonej armii, męstwa, którego nigdy naszym nie brakowało, transportu kurdybanka, który miał chronić rycerzy przed rozlicznymi zarazami, to bez Boga nie ośmielił się nasz narodowy bohater stanąć do walki z niewiernymi.
A ci na Westerplatte, na Monte Cassino, pod Tobrukiem realnie walczyli o swoją ojczyznę i realnie po zakończeniu wojny wielu z nich pozostało na emigracji z dala od rodziny. Tam na obcej ziemi musieli być realistami, a mimo to Matce Bożej powierzali swój tułaczy los.

Realistą też był św. Maksymilian Kolbe - całe swoje życie poświęcił Niepokalanej, wszystko dla Niej, aż do śmierci.
Gdy ktoś zapytał go, gdzie jest Niepokalana, odpowiedział, że jest wszędzie, cały Niepokalanów należy do Niej. W każdym słowie dobrotliwego ojca, każdym uśmiechu, każdym czynie widać było Niepokalaną. I nawet wtedy, gdy zdawało się, że nienawiść triumfuje, on siał miłość. Drobny, schorowany człowiek, realista obdarzony mocą działania.
Warto pojechać więc do Niepokalanowa, warto obejrzeć dzieło ojca Maksymiliana, chociażby po to, by uwierzyć, że można tak wiele uczynić dla siebie, narodu i ojczyzny.
Jednak do stworzenia dzieła na nasze czasy potrzebna jest zgoda narodowa na uczciwą pracę, zgoda na sprawiedliwość, odpowiedzialność, miłość, a nasze kłótnie i spory ojczyźniane, nasze wady i przywary winny przejść do historii.

Realista więc to człowiek, który nie spiera się z Bogiem, tylko realizuje Jego misję miłości. Potrzebni są więc nam tacy realiści, by świat inaczej zaczął wyglądać, by nieco zmienić jego tory, bo w złym kierunku i po niewłaściwych torach nowoczesna cywilizacja się porusza. Wszechobecna chemia bezlitośnie niszczy ziemię, która coraz częściej rodzi niezdrowe, chemiczne pożywienie. To zaś niszczy nie tylko ciało człowieka, ale również jego ducha. Z mnożącymi się chorobami nie radzą sobie najlepsi specjaliści. A lekarstw im przecież nie brakuje, ale niestety nie rozwiązują one problemu zdrowia. I nie rozwiążą, bowiem nikt jeszcze nie wymyślił tabletki od naprawy uszkodzonej przez człowieka natury - a właśnie tam tkwi źródło straszliwych chorób, które nękają ludzkość.
Dlatego należy zjednoczyć siły ludzi prawych, mądrych i odpowiedzialnych za życie na naszej planecie i zacząć wszystko naprawiać od podstaw.

Jestem zakochana w Bogu i Jego dziełach i uważam, że cywilizacja winna być budowana w zgodzie z prawami natury, czyli tak ją należy rozwijać, żeby nie szkodziła przyrodzie, nie zagrażała życiu na Ziemi. Nie można tworzyć postępu dla postępu, postępu, który tworzy człowiek przeciwko sobie. Ma być taki postęp, żeby służył człowiekowi, ulepszał jego życie, ale nie zagrażał jego zdrowiu i życiu. Wystarczyłoby jedno pokolenie ludzi uczciwych, odpowiedzialnych, którzy pracowaliby dla rozsądnych rozwiązań dla Ziemi Matki, a tym samym dla siebie i wcale nie musielibyśmy martwić się o przyszłość naszej planety. Słyszałam kiedyś apel uczonego, by światowe mocarstwa przekazały duże pieniądze na podbój kosmosu, szczególnie na badania dotyczące Marsa, by tam można byłoby od początku stworzyć cywilizację. Udowadniał swoje stanowisko tym, że nadejdzie taki moment, że na Ziemi dla człowieka nie będzie warunków do życia. Proponuję więc inaczej, te pieniądze przeznaczmy na mądre gospodarowanie Ziemią, zadbajmy o naszą Matkę Rodzicielką, a ona sama zapewni nam dostatnie miejsce do życia. Takim tropem winniśmy pójść. Ale nauka rozpędziła się do zatracenia. W laboratoriach, w oderwaniu od życia opracowuje się coraz bardziej wymyślne technologie, które z naszym zdrowiem i ze zdrowiem Ziemi nie mają nic wspólnego. Coraz silniejsze tabletki i coraz silniejsze choroby, coraz mocniejsze środki ochrony roślin i coraz mocniejsze szkodniki. Obniża się więc skutecznie odporność człowieka, roślin i drzew, tym samym pozbawia się naturalnej siły do życia. Cierpi ziemia i wszystkie bezbronne istoty ją zamieszkujące.

Bracia Golcowie w jednej ze swoich piosenek śpiewają, że dali im dyplomy, ale "dusę" zabrali. Po tę "dusę" musimy wrócić do natury - dyplomy są nam potrzebne, żeby umiejętnie połączyć zdobytą wiedzę z mądrością natury. Sama zaś wiedza bez "dusy" jest bezwartościowa, złowroga, niszcząca dzieła Stwórcy Najwyższego.

Warto więc tak jak św. Maksymilian Kolbe tworzyć cywilizację miłości, szczęście całej ludzkości w Bogu poprzez Niepokalaną. Wzór do naśladowania mamy blisko, bowiem w centrum Polski, w Niepokalanowie istnieje świat tworzony według życzliwych zasad cywilizacji miłości - świat wolny od nienawiści, wolny od żarłocznej, nowoczesnej cywilizacji. Człowieka Maksymiliana Kolbe już w tym świecie nie ma, niestety cywilizacja nienawiści i takiego kwiatka Bożego nie oszczędziła, ale pozostał św. Maksymilian Kolbe. Warto zapytać go, w jaki sposób tworzyć coś wielkiego z niczego, wszak zapewniał, że po śmierci uzyska jeszcze większą moc działania, bo jego dwie ręce staną się wolne. Za życia jedną ręką musiał zawsze kurczowo trzymać się swojej Niebieskiej Mamusi, bo droga, którą go wiodła, oświetlona była miłością, mądrością, uczciwością i odpowiedzialnością.

Jak potężna jest miłość, skoro wyzwala w człowieku tak ogromne możliwości, otwiera pokłady, które normalnie zasychają w uśpieniu, a miłość jak ożywiający wiosenny deszcz przynosi życie, zaczyna wszystko się zielenić, następnie kwitnąć, by wreszcie w odpowiednim czasie wydać owoce. Taka była miłość ojca Maksymiliana Kolbe - wszystko od Boga i wszystko dla Boga poprzez Niepokalaną.